


Closeup portrait of shocked young beautiful fair-haired woman looking at camera with her mouth open and clutching head. Isolated front view on purple background.
Zabierasz się do pisania nowego tekstu. Poświęcasz mu sporo uwagi, ponieważ chcesz, żeby był ciekawy, ale jednocześnie profesjonalny. W pewnym momencie dzwoni telefon, a na Twoją skrzynkę zaczynają sukcesywnie spływać wiadomości z kolejnymi zadaniami do zrealizowania. Kończysz pracę nad dokumentem, sczytujesz całość, rzutem na taśmę wysyłasz do klienta / wstawiasz na stronę. Wieczorem, po całym dniu, ponownie czytasz…
wysłany plik i już na pierwszy rzut oka dostrzegasz jeden błąd ortograficzny, kilka literówek i sporo brakujących przecinków, więc ciężko wzdychasz, mając ochotę zapaść się pod ziemię… Brzmi znajomo? Niestety tak – w końcu pisaliśmy to, bazując w pewnym sensie też na swoim doświadczeniu. Plus tej sytuacji jest jednak taki, że, no właśnie, nie jesteś z tym sam. Zapewne niejednokrotnie obiło Ci się o uszy, że błędy popełniają wszyscy. I to prawda. Prawdą też jest, że tylko część z nas ma tę świadomość. Ale po kolei.
Odpowiedzi na to pytanie jest mniej więcej tyle, ile stron w najnowszym słowniku ortograficznym PWN. Nie wierzysz? To spróbuj wpisać w wyszukiwarce „najpopularniejsze błędy”. Piszą o tym portale edukacyjne, piszą blogerzy, dziennikarze, nauczyciele, publicyści… Dlaczego więc decydujemy się napisać o tym ponownie? Powód jest prosty – w większości tych „klasyfikacji” brakuje jednej, podstawowej rzeczy – uwzględnienia czynników technicznych – pracy w dużych zespołach, najczęściej pod presją czasu. Jakie błędy więc naszym zdaniem najczęściej pojawiają się w dokumentach?
Kto choć raz, po czasie, nie znalazł choć jednej w przygotowywanym przez siebie tekście, niech pierwszy rzuci kamieniem. Dlaczego tak się dzieje? Winnych można mnożyć, ale w każdym tego rodzaju zestawieniu na podium znajdzie się… pośpiech. Nie zawsze mamy czas na wnikliwe sczytanie naszego tekstu – dołóżmy do tego brak jakiejkolwiek (choćby podstawowej) korekty w edytorze czy polu tekstowym i katastrofa gotowa. Pół biedy, jeśli popełnicie błąd podobny do tego, jaki celowo umieściliśmy w tytule tego akapitu; robi się gorąco, jeśli pisząc mail do ważnego klienta, np. zamiast „dzięki, dzięki”, napiszecie: „dziwki, dziwki” (true story!). Na literówki niestety jako takiego lekarstwa nie ma. Teoretycznie możecie wielokrotnie, w najwyższym skupieniu czytać swój tekst, ale przykra prawda jest taka, że im więcej razy będziecie go czytać, tym mniej błędów będziecie w nim dostrzegać (choć na pomyłkę z „dzięki” powinno to pomóc). Co więc robić, „jak żyć”? Zdaje się, że najsensowniejszym ratunkiem będzie w tym przypadku narzędzie zewnętrzne – o tych, dostępnych na rynku pisaliśmy tutaj, możecie też przetestować to, nad którym my pracujemy.
O nich pisaliśmy już wcześniej i każdy, kto zapoznał się już z tym tekstem, wie, że z umiejętnością bezbłędnego pisania jest trochę tak, jak z hodowlą roślin doniczkowych. Jedni robią to mechanicznie i każdy minikwiatek, który trafi w ich ręce, po pewnym czasie rozkwita; drudzy po zakupie każdego kwiatka wrzucają w wyszukiwarkę frazę: „Jak pielęgnować…”, a i tak niekiedy, po pewnym czasie, zdarza im się zobaczyć w doniczce coś, co przypomina prędzej średniej urody suszki niż imponujący bukiet. Sprawa jest prosta (albo się to czuje, albo się tego nie czuje), a winny zawsze jest tylko jeden (nieznajomość zasad).
Jeśli pracujecie w zespole, zapewne doskonale znacie schemat pracy na pliku umieszczonym w chmurze (np. na Onedrivie, Dropboksie) czy zewnętrznym edytorze tekstu (np. w GoogleDocsach). Często decydujemy się na to w przypadku, gdy musimy przygotować wielostronicową umowę, uzupełnić wniosek grantowy czy opisać przygotowywaną przez nas inwestycję. Zalet takiego rozwiązania jest wiele – swobodny dostęp do dokumentu z wielu urządzeń, bieżący podgląd zmian w tekście, a w końcu możliwość jednoczesnej edycji pliku przez wielu użytkowników. Jednak w tym przypadku superfunkcjonalność idzie niestety w parze z dużym ryzykiem błędów w tekście. Kopiowanie i wklejanie tekstu z różnych źródeł, brak ciągłości tekstu, urwane zdania czy korzystanie z szablonów dokumentów i powielanie zawartych w nich błędów to tylko niektóre z możliwości. I w tym przypadku przyczyna jest oczywista – pośpiech i nieuważne przejrzenie dokumentu przed wysyłką. Ale trudno się dziwić, skoro dokumenty, na których zwykle pracujemy w ten sposób, mają zwykle kilkadziesiąt lub nawet kilkaset stron!
Popraw błędy językowe i styl akapitów, a także znajdź słowa, które bardziej pasują do kontekstu.